13 grudnia 2011 r. o godz. 8.45 odszedł od nas TARUŚ,
teraz biega po niebieskich łąkach...

To jest opowieść o królu puszczy. O moim najlepszym przyjacielu, o wzorcu bursztynowych oczu wilka, o moim wilku, wilusiu, gałganie, szkodniku.
O najlepszym tropicielu, który uwielbiał swoją pasję. Piesku, który polubił kongusia, psotniku i najlepszym złodzieju jajek i innego żarcia.
Potrafił zwędzić wędlinę z kanapki tak, że się nigdy nie zorientowałem.
Kombinatorze, myślącym i sprytnym piesku. Jedynym dostojnym dżentelmenie
traktującym z szacunkiem suki i cierpliwym dla szczeniaczków. O ojcu paru miotów.
O basiorze, alfie, który zawsze pokazywał samcom kto może być najważniejszy.
O pojętnym i sprytnym piesku, z którym uczyłem się jak wspólnie się dogadać aby przeżyć spokojnie nasz kontrakt tak szybko przerwany przez okropny nowotwór śledziony z
przerzutami wieloma do wątroby. Mój przyjaciel jedyny, synuś nigdy mnie zawiódł chociaż ja go parę razy tak.
Dziś rano 13 grudnia 2011 roku o 8.45 Taruś odszedł sobie, westchnął, w dłoniach Neli.
W listopadzie skończył 9 lat.
Patrzcie na dziąsła Waszych piesków czy nie są blade, róbcie profilaktyczne badania krwi.
Trzymajcie się, my damy radę , musimy mamy jeszcze kontrakt z 2 psiaczkami.